mozaika ZAPRASZAMY

do kościoła Świętej Rodziny Warszawa ul Rozwadowska 9/11

2 czerwca 2026 (wtorek)

19.00 Msza święta
20.00 konferencja

Dyżur liturgiczny pełni grupa z parafii Niepokalanego Poczęcia Maryi w Otwocku Śródborowie

Modlitwa ewangelicznego żebraka, jako walka duchowa. Konf. 26.05.2026

Konferencja ks. Emila Adlera

Zacisze, 26 maja 2026

Modlitwa ewangelicznego żebraka, jako walka duchowa.

Tytuł dzisiejszej konferencji sugeruje, że modlitwa jest walką duchową. Można zadać pytanie: o co i z kim jest ta walka?Pan Jezus w Ogrodzie Oliwnym modlił się do Boga Ojca. Świadectwem, że była to walka są krople krwi, jakie pojawiły się na Jego Ciele. W tej modlitwie nie walczył o swoje prawa i został wysłuchany.

Kiedy my się modlimy do Boga w jakiejś sprawie, a nie zostajemy, według nas, wysłuchani, to się zniechęcamy. Zastanawiamy się wtedy, czy warto zwracać się do Boga, gdy nie widać rezultatów naszych wysiłków.

Przeprowadzono eksperyment na 1800 ochotników mających się poddać operacji. Podzielono ich na 3 grupy. Pierwsza grupa, to osoby za które ktoś się modlił, ale one o tym nie wiedziały, druga grupa to osoby, za które nikt się nie modlił i trzecia grupa, osoby, za które się modlono i one o tym wiedziały. Eksperyment nie udał się. Nie było większych różnic pomiędzy tymi grupami, jakby modlitwa nic nie zmieniała. Nie dociekano, jak za osoby z pierwszej i trzeciej grupy się modlono, czy była to modlitwa z wiarą. To doświadczenie doprowadziło do wniosku, że modlitwa nie podlega manipulacji, a Bóg nie może być do niczego przymuszony oraz nie może być przedmiotem eksperymentu.

Dwa dni temu w niedzielę przeżywaliśmy Uroczystość Zesłania Ducha Świętego. W czasie liturgii było czytanie z Dziejów Apostolskich opisujące modlitwę pierwszych apostołów oczekujących na obiecany przez Jezusa dar Ojca. Ich modlitwa nie była interesowna, bo nie wiedziano jaki to będzie dar. Taka powinna być modlitwa.

Bóg Ojciec jest dobry. On, tak jak ojciec w rodzinie, który kocha swoje dzieci, odpowiada na ich prośby: tak lub nie albo zaczekaj. Bóg nas zna. Wie jak się nazywamy, jacy jesteśmy, nawet policzone są przez Niego nasze włosy na głowie. Jesteśmy dla Niego cenni. Apostołowie w Wieczerniku prosili, nie manipulowali Bogiem.

Bóg nie jest naszym służącym czy niewolnikiem. Nie możemy Go do niczego przekonać. Kiedy prosimy Go o to, by nas nawrócił, zbawił, uświęcił, to pamiętajmy, że taka jest Jego wola byśmy byli nawróceni, zbawieni i uświęceni.

Mówiąc o grzechu, mówimy też o okazji do grzechu. Okazją do grzechu mogą być pewni ludzie, przedmioty, sytuacje. Modlitwa jest okazją do łaski. Apostołowie nie manipulowali Bogiem. Nie modlili się, że muszą coś dostać, nie stawiali warunków, nie przekonywali do siebie. Bóg chce naszego dobra, naszego nawrócenia, zbawienia i uświęcenia. W czasie modlitwy wystarczy wystawić się na działanie Bożej łaski. Nie chciejmy nic wymuszać na Bogu, tylko bądźmy blisko Niego. Bliskość, to nie intymność czy zażyłość. Bliskość to zaangażowanie serca i całego siebie. Bóg nie jest kapryśną osobą, która raz czegoś chce, a innym razem nie chce. Na modlitwie wystarczy wystawić się na działanie łaski, nie musimy Go do niczego przekonywać.

Modlitwa jest wysiłkiem ufności, zmaganiem się ze sobą. Modlitwa jest zdobywaniem się na ufność nieraz wbrew sobie i okolicznościom. Nie widząc owoców modlitwy, tym bardzie ufajmy i pragnijmy Bożego miłosierdzia. Módlmy się często z ufnością i wystawiajmy się na działanie łaski. Bóg czeka na naszą otwartość. Modlitwa na różańcu, koronką, Msza święta, adoracja Najświętszego Sakramentu są wystawianiem się na działanie łaski. Nie stawiajmy warunków, tak jak Jezus nie stawiał warunków w Ogrodzie Oliwnym, tylko zwracał się do Boga Ojca słowami: „Ojcze, niech się stanie tak, jak ty chcesz”. (Łk 22, 42)

Świętość – kresem życia ubogich w duchu. Konf. 19 .05.2026

Konferencja ks. Mieczysława Jerzaka

Zacisze, 19 maja 2026

Świętość – kresem życia ubogich w duchu.

Naszym celem jest świętość i życie w łączności z Bogiem. Poznając życie świętych i zastanawiamy się, jak oni osiągnęli szczyt doskonałości życia duchowego.

Człowiek bogaty w duchu dąży i upatruje sobie za cel życia: posiadanie dóbr materialnych, wspinanie się po szczeblach kariery zawodowej, społecznej, dobre stanowiska, sprawowanie władzy. Te sprawy spędzają mu sen z oczu, zajmują myśli, jak utrzymać stan posiadania, powiększyć majątek i wpływy, a na końcu jak i komu przekazać swój dorobek następcom,.

Człowiek ubogi w duchu umie zarządzać swoimi dobrami, ale nie jest przywiązany do tego, co ma. Potrafi podzielić się częścią majątku z potrzebującymi. Wie, że dobra są darem od Boga i nie wiąże z nimi swojej nadziei.

Przykładem człowieka będącego ubogim w duchu, który osiągnął świętość jest św. Jan Paweł II. Był człowiekiem mądrym, wykształconym, posiadającym wiele wspaniałych zdolności, a jednocześnie był pokornym i ubogim w duchu człowiekiem. Napisał wiele encyklik, przekazał wiele ważnych myśli w swoich homiliach, przemówieniach i przeróżnych wypowiedziach, które były inspiracją dla ludzi go słuchających, nawet dla ludzi nie będących katolikami. Jego przekaz docierał do ludzi wszystkich stanów, zawodów, do różnych grup społecznych, do dzieci, młodych, dorosłych, czy będących w podeszłym wieku. Jego głos nie omijał nikogo, nawet docierał do więzień, do ludzi wykluczonych. Jego przesłanie przyjmowały narody w najodleglejszych częściach świata, nawet te, w których religia dominująca nie byłą katolicka. Św. Jan Paweł II miał wielkie zasługi, podziwiały go miliony ludzi. Jednak on nie przypisywał sobie sukcesów. Wiedział, że to Bóg przez niego chce docierać do ludzi i wszystko jest zasługą Boga. Nie domagał się uwagi, nagród, doceniania, podziwu.

Na Jasnej Górze 2 kwietnia 2005 roku odbywały się rekolekcje kapłańskie. Wtedy od kilku dni trwało czuwanie w Watykanie, ponieważ Papież był umierający. Będąc na rekolekcjach wiedzieliśmy, że nasz Ojciec Święty odejdzie z tego świata, bo pragnie zjednoczyć się z Bogiem. To, co dokonał na ziemi, dokonał w komunii z Maryją, a teraz pragnął spotkania się z Bogiem. W encyklice „Odkupiciel człowieka” napisanej przez niego na początku pontyfikatu, można przeczytać: kim był dla niego Jezus Chrystus, jak do Niego się zwracał i odnosił. Jego postawa wobec Syna Bożego zaowocowała wielkim pragnieniem zjednoczenia się ze swoim Odkupicielem. W ostatnich chwilach swojego życia Papież był człowiekiem ubogim w duchu oczekującym Miłosierdzia Bożego.

Czas przed śmiercią jest niezwykle ważny. U kresu życia widzimy własne zasługi i porażki. Zły duch chce byśmy, w swej pysze, przypisywali sobie zasługi, a z powodu porażek odrzucili Boga. Chce byśmy nie zwracali się do Boga. nie wołali o Boże Miłosierdzie i nie pragnęli zjednoczenia się z Nim. Człowiek ubogi w duchu widząc swoje zasługi nie myśli, ja to dokonałem, zrobiłem, więc powinienem otrzymać nagrodę. Uważa, że całe dobro tylko Bóg uczynił, a on działał z Jego inspiracji i jest wdzięczny, że Bóg się nim posłużyć. Człowiek ubogi w duchu prosi Boga, aby On okazał mu swoje Miłosierdzie. Prosi o łaskę zjednoczenia z Bogiem i o dar przebywania z Nim w niebie.

Trzeba zabiegać o postawę ubogiego w duchu człowieka, aby zawsze być przygotowanym na spotkanie z Bogiem. Człowiek ubogi doświadcza swoich słabości i widzi swoje zbawienie w Bogu i w Jego Miłosierdziu. Mówi: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu, bo nie mam przed Tobą żadnych zasług. Wtedy Bóg odpowie: Przyjdź sługo dobry, to dla Ciebie mam przygotowane mieszkanie.

Nie gardzić lekarstwem Miłosierdzia. Konf. 12.05.2026

Konferencja ks. Adama Kurowskiego

Zacisze, 12 maja 2026

Nie gardzić lekarstwem Miłosierdzia.

Ewangelie opisują trzy lata z życia Jezusa. Jest to swoisty skrót Jego życia i działania łaski Bożej. W tym krótkim czasie dokonywały się różnorodne uzdrowienia, wskrzeszenia, cuda, było wiele wygłoszonych nauk, dokonało się kilka cudów rozmnożenia chleba, by nakarmić tysiące ludzi. Byli oni obdarowywani deszczem łask, jednak ostatecznie nic w nich się radykalnie nie zmieniło. Byli szczęśliwi w momencie otrzymania łaski. Co działo się z nimi później? Niektórzy świadkowie Jezusowych czynów zaprzeczali temu, co widzieli i słyszeli. Przykładem mogą być żołnierze pilnujący grobu Pańskiego. Byli to dzielni rzymscy legioniści. Nie bali się ryzyka, jednak kiedy otrzymali pieniądze, kłamali, wbrew temu, co widzieli.

Jaki jest dalszy ciąg cudów? Do czego nas one pociągają? Czy coś zmieniają w naszym życiu? Czy nadal mamy zatwardziałe serca, jak przed cudem? A może stajemy się zarozumiali i uważamy, że nam się to należy? Prosiłem, to otrzymałem. To oczywiste, że otrzymałem, przecież mi się to należało. Co dalej się z nami dzieje po otrzymaniu łaski?

Niedawno przeczytałem książkę pt: „Połączeni przez miłość, podzieleni przez wiarę” B. Chovelon. Jest tam opisana historia małżeństwa Elżbiety i Feliksa Leseur, żyjącego na przełomie wieku XIX i XX. Ona doskonale wykształcona z dobrej rodziny, on lekarz, dziennikarz i polityk. Oboje wychowani w duchu katolickim. Łączyły ich wspólne pasje, podróże, miłość do książek i muzyki, dzieliło coś o wiele głębszego: wiara. Elżbieta była kobietą głębokiej, szczerej wiary, z którą nie afiszowała się na zewnątrz, ale którą żyła. Feliks po ślubie okazał się równie żarliwym wojującym ateistą. Ona karmiła się dziełami duchowymi, on gromadził biblioteczkę książek modernistycznych. Feliks był uszczypliwy, drwił w ludzi wierzących. Elżbieta znosiła to dzielnie. Na początku próbowała go nawracać, ale potem umilkła. Napisała dzienniczek pt: „Milcząca dusza”, który został odkryty przez Feliksa po śmierci żony. Były to zapiski duchowe. Po przeczytaniu dzienniczka Feliks nawrócił się i z ateisty stał się wierzącym człowiekiem. Został księdzem w zakonie dominikańskim. Był życzliwym i lubianym zakonnikiem.

Historia małżeństwa Feliksa i Elżbiety Leseur pokazuje, że lekarstwo Bożego miłosierdzia jest nieograniczone w swojej mocy. Bóg może działać w dowolnym momencie naszego życia, nawet po naszej śmierci, jeśli będziemy konsekwentnie się do Niego zbliżali i zwracali. Zazwyczaj po usilnych prośbach, jeśli nie otrzymamy od razu tego, o co prosimy, obrażamy się na Boga, czujemy się zawiedzeni. Taka postawa, to jest „trąd duchowy”. Elżbieta zmarła na nowotwór znosząc cierpienia za swojego męża, nie widząc owoców swojej ofiary. Nie stawiała Bogu ultimatum. Bóg nawrócił jej męża w stosownym czasie.

Nie wszystko musi być tak, jak byśmy chcieli. Miłosierdziem jest to byśmy dawali wolność dobremu Bogu. Nie groźmy z miną wojownika, że coś nie poszło po naszej myśli. Nasze plany to swoista „czynność własna”. Jak zareagowaliśmy, gdy nasze plany nie zostały zrealizowane według naszego wyobrażenia? Lekarstwem na „czynność własną” jest spowiedź, Eucharystia, modlitwa, dobra lektura. Bóg krzyżuje nasze plany, nawet te, które pochodzą z dobrych intencji. Najważniejsze, by nasze serca otwierały się na Bożą wolę, Bożą obecność i bliskość.

Alicja Lenczewska zadawała Panu Jezusowi pytanie: „co na dziś?” Samo zatrzymanie się i zapytanie się Jezusa, „co na dziś” On proponuje, ma sens. Bóg nas uwalnia od sztywności i zapatrzenia się w siebie. Pytanie: „co na dziś?”, będzie nas otwierało na przekonanie, że nie wiemy sami z siebie, co jest właściwe oraz byśmy nie pomijali woli Bożej

„Duchowy trąd” czynności własnej. Konf. 5 maja 2026

Konferencja ks. Andrzeja Mazańskiego

Zacisze, 5 maja 2026

Duchowy trąd” czynności własnej.

Mojżesz wyprowadził z Egiptu naród izraelski. Pod Bożą opieką zmierzali do obiecanej ziemi, do Kanaan. Droga przez pustynię trwająca ok. 40 lat obfitowała w wydarzenia, mające dla tamtego pokolenia i dla następnych, a także dla nas wymiar duchowy. Oto jedno z takich wydarzeń, które jest opisane w Księdze Liczb.

Miriam i Aaron mówili źle przeciw Mojżeszowi z powodu Kuszytki, którą wziął za żonę. Rzeczywiście bowiem wziął za żonę Kuszytkę. Mówili: «Czyż Pan mówił z samym tylko Mojżeszem? Czy nie mówił również z nami?» A Pan to usłyszał. Mojżesz zaś był człowiekiem bardzo skromnym, najskromniejszym ze wszystkich ludzi, jacy żyli na ziemi. I zapalił się gniew Pana przeciw nim. Odszedł [Pan], a obłok oddalił się od namiotu, lecz oto Miriam stała się nagle biała jak śnieg od trądu. Gdy Aaron do niej się zwrócił, spostrzegł, że była trędowata. Wtedy rzekł Aaron do Mojżesza: «Proszę, panie mój, nie karz nas za grzech, którego się nierozważnie dopuściliśmy i jesteśmy winni. Nie dopuść, by ona stała się jak martwy [płód], który na pół zgniły wychodzi z łona swej matki. (Lb 12, 1-3, 9 -12)

Mojżeszowi towarzyszyli jego bliscy, brat Aaron i siostra Miriam, którzy tak jak on rozmawiali z Bogiem i pomagali bratu w pełnieniu funkcji wyznaczonej mu przez Boga. Po pewnym czasie zaczęli myśleć i mówić o nim źle, podważając jego autorytet i dobrą opinię. Punktem wyjścia było jego małżeństwo z Kuszytką, nie pochodzącą z narodu izraelskiego. Jeśli ma się złą wolę i do tego się zazdrości, to można każdą sprawę rozdmuchać do poważnego oskarżenia, obniżającego autorytet przywódcy ludu. Aaron i Miriam podważali autorytet nie tylko Mojżesza, ale też autorytet Boga, który go posłał do tej funkcji, do niego mówił, oznajmiał swoją wolę dotyczącą Izraelitów i prowadził do wyznaczonego celu.

Oskarżenia Miriam i Aarona poszły za daleko, więc Bóg postanowił zainterweniować. Miriam została obsypana trądem w sposób natychmiastowy i zaawansowany. Choroba zatrzymała ją i Aarona w szerzeniu negatywnych opinii i poprowadziła do refleksji. Miriam i Aaron skruszeni zwrócili się do Mojżesza, przyznali się do winy, prosząc o pomoc. Mojżesz natychmiast zaczął prosić Boga o cofnięcie choroby. Bóg go wysłuchał, ale Miriam przez 7 dni pozostawała trędowata i przebywała poza obozem.

To wydarzenie pokazuje, że podobne zachowania we wspólnocie Kościoła wobec osób pełniących w nim odpowiedzialne zadania, a podważające ich autorytet mają negatywne konsekwencje. Autorytet kapłana, animatorów pełniących swoje funkcje związany z odpowiedzialnością jest służbą i posługą niosącą wiele przeciwności, upokorzeń i trudności. Te trudności niwelują pychę. Służba i odpowiedzialność sprawiają, że osoba odpowiedzialna czuje się miażdżona, a wtedy Bóg może dalej działać. Upokorzenia wpływają na wzrost pokory odpowiedzialnego.

Mojżesz przechodził przez dramatyczne upokorzenia ze strony najpierw Egipcjan, a później Izraelitów i najbliższego mu rodzeństwa. Przeżywał ich bunt, szemrania z powodu braku wody, jedzenia, złych warunków życia na pustyni. Spoczywała na nim wielka odpowiedzialność wobec ludu, a z drugiej strony pragnienie wypełnienia woli i spełnienia wymagań oraz poleceń Boga, które nie zawsze były akceptowane przez jego lud. Mojżesz był miażdżony przez wolę Boga i przez tych, co nie chcieli słuchać Boga.

Osób będące blisko odpowiedzialnych są narażone na pokusy. Są blisko, ale nie ponoszą odpowiedzialności za skutki decyzji. Miriam i Aaron byli blisko Mojżesza, byli też blisko Boga, czuli się wyróżnieni, więc zaczęły ich nurtować myśli, dlaczego Mojżesz jest najważniejszy, skoro oni też czuli się ważni. Wybrali drogę osłabiania pozycji i autorytetu Mojżesza i odbierania mu pozycji, jaką ustanowił dla niego i dla całego ludu Bóg.

Każda wspólnota w społeczeństwie, nawet tak mała jak rodzina może przeżywać podobny problem. Mąż i żona zamiast budować nawzajem swój autorytet wobec dzieci ,mogą wzajemnie go pomniejszać i podważać poprzez mówienie źle przeciwko sobie. Podstawą może być nawet błaha przyczyna, ale odpowiednio ubarwiona, podsycona emocjami włącza mechanizm obniżenia autorytetu jednego z rodziców wobec dzieci, które potrzebują w równym stopniu autorytetu ojca i matki. Ojciec stawia wymagania, wyznacza granice, naraża się, by bronić rodzinę. Matka przekazuje dzieciom wrażliwość, umiejętność budowania i nawiązywania relacji z innymi. Gdy rodzice się nawzajem kompromitują i podważają autorytet drugiej strony, to dzieci ponoszą konsekwencje większe niż cel założony przez stronę krytykującą, bo jest zaburzony Boży plan. W takich sytuacjach, kiedy jedna strona obmawia, krytykuje i poniża autorytet drugiej strony sprawia, że Bóg może interweniować, aby powstrzymać zgubne skutki działania osoby krytykującej, które są czynnością własną i są niezgodne z Jego wolą.

W postawie i działaniu Miriam i Aarona widać to wyraźnie. Niechęć, rywalizacja, pycha i egoizm – są głównymi źródłami czynności własnej. Wiele działań nie wynika z łaski Bożej, lecz z pędu do własnego egoistycznego celu, pragnienia pozyskania czegoś dla siebie, uzyskania korzyści materialnych, podniesienia ważności w oczach innych. Działania mające na celu pełnienie własnej woli są w opozycji do działania Bożego.

Kiedy Bóg się nami posługuje, może się pojawić coś, co jest czynnością własną, czyli pragnienie uzyskania czegoś dla siebie. Może to udaremniać działanie Boże. Trudno to jest od razu zauważyć, jeszcze trudniej zrezygnować z tego i zmienić swoje myślenie i postępowanie.

Prośmy Maryję, aby pomogła nam dostrzegać nasze czynności własne, rezygnować z własnych niewłaściwych planów czy działań i odnajdować wolę Boga na drogach naszego życia.